Iskrzy na styku rodzice - psychologowie.
Nie wiem, czy u Was także. To są dwa różne światy, które zbiorem wspólnym zahaczają o zaburzone dziecko.
Psycholog (albo lekarz - psychiatra) przychodzi sobie do pracy i pracuje lepiej lub gorzej. Ma jakieś teczki z dokumentami, jakieś twarze tasują mu się przed nosem. Jakieś łzy, jakieś smutki, śmiechy, napięcia. Zegar tyka.
Pomiędzy twarzami jest czas na kawę na rozmowę z innymi pracownikami danej jednostki.
Następne twarze, dokumenty, protokoły, zalecenia, polecenia, wypisywanie leków.
Zegar cyka.
